zawsze kiedy zaczyna się już…

zawsze kiedy zaczyna się już coś układać w tym zjebanym życiu to wszystko to zawsze musi ostatecznie wszystko runąć z hukiem. nie może być kurwa dobrze, ohh nie. nie dla psa kiełbasa. czasami mam wrażenie, że to jakaś klątwa. mi i wielu innym ludziom wszystko w życiu się pierdoli, a z kolei innym wszystko idzie zajebiście pomimo, że wcale się o to nie starają. zupełnie tak jakby ten cały, hinduski system kast gdzie to jakaś siła wyższa decyduje kto jaki poziom życia ma przeznaczony było prawdą. ja oczywiście znajduje się na w tej najniższej kaście podludzi co do końca będą żyć swoim gównianym „życiem” i nigdy nawet nie zamoczą. nie potrafię sobie tego inaczej wytłumaczyć.

dostałem w pracy zajebiste stanowisko, czułem, że złapałem pana boga za nogi, czułem już smak pomarańczki, a tu nagle jakiś zjebany lekarz stwierdził, że nie przeszedłem prawidłowo badań lekarskich i muszę stąd wypierdalać. w chwili kiedy nadzieja na normalne życie odżyła, jakiś jebany szczegół musiał wszystko spierdolić. nawet ciężko opisać jak się teraz czuję… już drugiej takiej okazji raczej nigdy nie dostanę, wszystko przepadło. ani dziewczyny, ani znajomych, ani nawet dobrej pracy nie mogę mieć. mam ochotę się zabić. (╥﹏╥)

#przegryw #depresja #pracbaza #zalesie