2 grudnia 2010, czwartek Na…

2 grudnia 2010, czwartek

Na popołudniowym dyżurze na oddziale położniczym towarzyszy mi bardzo zdolna starsza stażystka. Prosi mnie, żebym przyjrzał się wynikom badania kardiotokograficznego, które przeprowadziła u jednej z pacjentek. Przychylam się do jej opinii, że z uwagi na zagrożenie płodu niezbędne będzie wykonanie cesarskiego cięcia. Pacjentka i jej mąż to doprawdy urocza para; niedawno się pobrali, to będzie ich pierwsze dziecko. Rozumieją sytuację i konieczność przeprowadzenia cesarki.
Stażystka pyta, czy może przeprowadzić operację z moją asystą. Pacjentka trafia na salę operacyjną, a moja młodsza koleżanka przystępuje do przecinania kolejnych warstw powłok brzusznych: skóry, tkanki tłuszczowej, mięśni, otrzewnej trzewnej, macicy. Po nacięciu macicy zamiast płynu owodniowego wypływa z niej krew. Dużo krwi. Musiało dojść do przedwczesnego odklejenia łożyska. Zachowuję spokój i polecam stażystce, by wydobyła dziecko z otwartego brzucha – ona jednak twierdzi, że nie jest w stanie tego zrobić, bo coś blokuje jej dostęp. Przejmuję pałeczkę. Wyciągnięcie dziecka utrudnia nieprawidłowo położone łożysko. Okazuje się, że pacjentka miała niezdiagnozowane łożysko przodujące. Powinno to zostać rozpoznane podczas jednego z badań ultrasonograficznych – ciążę należało zakończyć cesarskim cięciem jeszcze przed rozpoczęciem naturalnego porodu. Wydobywam łożysko, a następnie dziecko, które, jak wszystko wskazuje, jest już martwe. Pediatrzy próbują je reanimować, ale bez powodzenia.
Pacjentka wciąż obficie krwawi z macicy – straciła już litr krwi. Po kilku chwilach to już dwa litry. Zakładam szwy, ale nie powstrzymuje to krwawienia; nie skutkują również podane pacjentce leki. Polecam natychmiast wezwać dyżurującą na oddziale lekarkę specjalistkę. Pacjentka jest teraz pod ogólną narkozą i przetaczamy jej krew; jej mąż zostaje poproszony o opuszczenie sali operacyjnej. Utrata krwi wynosi już pięć litrów. Próbuję założyć pacjentce szwy kompresyjne, ale to także nie przynosi rezultatu. Z całych sił zaciskam dłonie na macicy – to jedyny sposób, w jaki mogę zmniejszyć krwawienie.
Na salę operacyjną dociera lekarka specjalistka. Ona także podejmuje próbę założenia szwów kompresyjnych, ale krwawienie z macicy wciąż się utrzymuje. W oczach doświadczonej lekarki dostrzegam panikę. Anestezjolog informuje nas, że nie jest w stanie przetaczać pacjentce płynów na tyle szybko, by mogło to rekompensować ich utratę; istnieje poważne ryzyko, że dojdzie do uszkodzenia narządów wewnętrznych. Specjalistka dzwoni do jednego ze swoich kolegów – nie pełni on w tej chwili dyżuru, ale to najlepszy, najbardziej doświadczony chirurg, jakiego zna. Przez dwadzieścia minut na przemian ściskamy łożysko rękami. W końcu pojawia się chirurg wezwany przez specjalistkę i natychmiast przeprowadza histerektomię, dzięki czemu udaje się wreszcie opanować krwawienie. Pacjentka zostaje przewieziona na oddział intensywnej terapii. Ktoś uprzedza mnie, że powinniśmy być przygotowani na najgorsze. Specjalistka opuszcza salę, by porozmawiać z mężem pacjentki. Jakiś czas później próbuję napisać raport na temat przebiegu operacji, ale nie jestem w stanie – przez godzinę po prostu siedzę i płaczę.

Fragment z książki Adama Kay’a „Będzie bolało. Sekretny dziennik młodego lekarza”.

#ksiazki #pracbaza #lekarz #medycyna